W buddyzmie nie istnieje koncepcja duszy, co więcej mówi się, że nie ma w człowieku nic nieśmiertelnego, a jeśli ktoś wierzy w nieśmiertelność duszy to jest to według Buddy jeden z głównych czynników, które muszą być "rozwiane", dobrze zrozumiane i wytłumaczone - jest to pierwszy krok ku zmiany swojego życia; uświadomienie sobie, że tak naprawdę nie ma w człowieku żadnej duszy. Inaczej nie jest możliwy postęp duchowy - a ten pogląd o nieśmiertelności duszy (w ogóle o duszy) jest w uznaniu buddy niczym klapki ignorancji, iluzji na oczach.
Rzeczą, a może lepiej powiedzieć rzeczami, które faktycznie przechodzą dalej - bo jednak w buddyzmie wierzy się w powroty, pewną formę reinkarnacji - są sankhary (czyli nasze uwarunkowania, nasze charaktery, te rzeczy, które składają się na "ja", jednak samo "ja" nie przechodzi transmigracji do przyszłego życia). Mogą być one dobre, jak i złe. Rozumie się to też jako karmę - dobrą i złą, tą za dobre uczynki i za złe uczynki, które w jakiś sposób warunkują nasze przyszłe życie.
Tak konkretnie to właściwym pojęciem tutaj zamiast karmy byłaby kamma - jest to działanie każdego pojedyńczego stworzenia, które przechodzi dalej. Obok kammy są jeszcze sankhary, o których wyżej wspomniałem (tendencje, charakter czy przeznaczenie). I to właśnie te dwie rzeczy są niejako "przenoszone" z jednej istoty do drugiej w chwili śmierci lub narodzin. Istnieje nauka mówiąca o tym, że kamma (działanie) przerywa zakłócenia umysłu, który ją wytworzył i dopóki nie osiągnię się spokoju nibbany - będzie się ona przejawiać w niezliczonych żywotach.
![]() |
| Czy życie to nie nieustanna wędrówka? |
Buddyzm utrzymuje, że to co nazywamy "duszą" jest jedynie zbiorem zjawisk mentalnych i zdolności, a tym samym jest to ulotne oraz przemijające jak wszystkie zjawiska. Innymi słowy - chodzi o sam charakter człowieka. Charakter ten składa się w dużej mierze z pewnych energii, przede wszystkim mentalnych. Można tym samym przypuszczać, że ostateczna postać, wibracja człowieka w eterze jest bardzo złożona.
"Na ca so, na ca anno" - "To nie jest on i nie jest to ktoś inny"; jest to buddyjskie stwierdzenie określające stopień trwałości tożsamości między dopiero, co zmarłym człowiekiem a istotą, która zgodnie z buddyjskimi ideami w tej samej chwili ożywa w tym czy innym świecie. Według buddyzmu nie istnieje dusza, a to, co ma miejsce jest jedynie przeniesieniem charakteru, owocu działań umysłu w przeszłości. Powyższe zdanie (To nie jest on i nie jest to ktoś inny) dobrze pasuje też do pewnej zagwostki filozoficznej, na którą zdaje się Budda dał odpowiedź. A mianowicie - czy jak się rozłoży statek do desek, a potem złoży to czy będzie to ten sam statek, obiekt, rzecz? Odpowiedź brzmi: "To nie jest on i nie jest to ktoś inny".
Niezależnie od tego czym jest myśl musimy założyć, że wynika ona ze zmian molekularnych zachodzących w strukturze mózgu albo że im towarzyszy. Wniosek ten wynika z faktu odtlenienia krwi wypływającej z tego organu oraz z tego, że gdy człowiek wykonuje pracę fizyczną, znacząco zwiększa się wówczas dopływ krwi do mózgu. Wszystkie zmiany molekularne, o których wiemy, oddziałują na eter, co skutkuje powstaniem w tym ośrodku pewnego rodzaju wibracji.
Myśl moim zdaniem jest energią.., można uznać, że myśl składa się z charakterystycznych wibracji w eterze lub im towarzyszy. Zgodnie z tym więc poglądem, człowiek nawet za życia, tak długo, jak i myśli i postrzega, nieustannie emanuje serią specyficznych dla siebie wibracji (energii). Allan Bennett wspomina, że gdybyśmy posiadali wystarczająco subtelny wzrok oraz spektroskop potrafiący rozpoznać i zanalizować te wibracje, bylibyśmy w stanie, tak długo, jak żyje, i oddziałuje na eter w charakterystyczny sposób, zidentyfikować przysłowiowego Jana Kowalskiego.
No dobra, ale co się dokładnie dzieje po śmierci, jak przechodzą te uwarunkowania dalej?
Mam w głowie, że może to też pasować do hinduskiej koncepcji reinkarnacji, gdzie wierzy się, że dusza (atman) powraca na świat wraz ze spadającym deszczem, wnika w ziemie, rośliny, zwierzęta, a następnie zostaje przyjęty jako pokarm i tak ma przenikać do męskiego nasienia, potem w łono matki, gdzie odradza się, nie pamiętając swoich poprzednich wcieleń.
Ale.. w chwili śmierci człowieka, gdzieś na świecie rodzi się dziecko o takim rodowodzie, że jego mały mózg jest w stanie zareagować i wchłonąć charakter (te uwarunkowania, tendencje, charakter etc.) umierającego - wierzy się, że mózg bez tego rodzaju bodźca nie zostałby pobudzony do samodzielnego życia. Według Allana Bennetta, człowiek umiera, a jego śmierć zaburza eter w bardzo złożony sposób, charakterystyczny dla tej osoby, i niemal w tej samej chwili nowonarodzone dziecko, znajdujące się wówczas bardzo blisko śmierci, otrzymuje uderzenie "fal śmierci", a jego mózg budzi się do nowego życia. Serce i układ oddechowy nagle zostają pobudzone do działania. Nowonarodzone dziecko oddycha i żyje - lub, według powiedzenia buddyjskiego, "nowa lampa zapala się od gasnącego płomienia".
Napisane jako ala notatka po przeczytaniu książki Allana Bennetta – „Światło ze Wschodu”.
